Dawno temu, w czasach zupełnie takich jak nasze, żyła sobie dziewczyna o imieniu Niedziela. Wyróżniającą się cechą jej charakteru była nadwrażliwość, z którą radziła sobie w całkiem zwyczajny sposób. Wszystkie emocje porządkowała w pamiętniku, gdzie zaczynały żyć swoim życiem, a jej pozwalały trochę się wyciszyć. Nie rozumiała nigdy, dlaczego ludzie bronią się i uciekają przed swoimi uczuciami, dlaczego wolą je negować. Chciała, żeby jej zeszyt został kiedyś znaleziony i choć na moment wyrwał czytelnika z uczuciowego marazmu. Osobą, która go znalazła, byłam ja. Przeczytajcie ze mną.

05.12.2000 r. (a może to 2008)

”Nie umiem, nienawidzę się rozstawać. Z nikim i z niczym, co niechcący pokochałem.”

W moim przypadku całkowicie chcący. Był to długi, świadomy proces i konsekwentnie podejmowana decyzja. „Tak, to tego chcę.” Mówią, że do zakochania jeden krok, ale ja musiałam postawić ich tysiące. Pod górkę. Tyle strachu, ogromne ryzyko. Miłość kojarzyła mi się z cierpieniem. Pamiętasz, co powiedziałam na początku? Prosiłam, żebyś mnie nie zranił. Tak bardzo przerażała mnie wizja ponownej samotności i kilkuletniej terapii z miłości.
Nie wiem, jak ludzie to robią. Wychodzą ze związków, wiążą się z innymi, idą dalej. A co ze wszystkim planami, nadziejami i obietnicami?
„Trzeba je uznać za nieważne.” – mówisz. I tego właśnie nie potrafię. Nie umiem wycofać się ze słów, które traktowałam poważniej niż wyznanie wiary. Wierzyłam, że będziesz na zawsze. I bardzo tego chciałam. Bo ”nikt nie był przy mnie w ten sposób, jak Ty, z całą wiedzą o mnie, z taką świadomością, wbrew wszystkiemu, pomimo wszystko.”

Przynajmniej przez ten krótki czas.

”Ludzie tak naprawdę mogą mieszkać tylko w innych ludziach, depresja to nic innego, jak bezdomność, na depresję cierpią ludzie, którzy nie mają w kim mieszkać.”

Czuję, że straciłam dom. I nie umiem się odnaleźć jako bezdomna. Już siódmy tydzień tak się błąkam, marznę i szukam jakiegokolwiek schronienia. Mówią, że człowiek jest w stanie przetrwać wszystko i do wszystkiego się przyzwyczaić. Najgorsze były pierwsze trzy tygodnie. Odwyk. Nie wychodziłam z łóżka, nie mogłam jeść, cały czas płakałam. Schudłam. Stałam się cieniem samej siebie. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Byłam tak niespokojna, że nie dałam rady niczym się zająć. Spać też się bałam. Koszmarne sny, koszmarna jawa. Żal, tęsknota, niezrozumienie, brak odpowiedzi, nadzieja. Nie chciałam i nie umiałam zaakceptować rzeczywistości bez Ciebie. Przecież miało być na zawsze, przecież miało się udać. O miłość się walczy. Wiem, że nigdy nie byłabym gotowa na koniec. Ty byłeś. Wygrał rozsądek.

Ty żyjesz dalej i ja staram się jakoś żyć. Telefon milczy, a tęsknota zżera od środka. Przekonałam się, że ból i tak zawsze przeżywamy samotnie. Obecność innych może odrobinę pomóc, ale sami musimy stawić mu czoła. Ja postanowiłam nie tłumić go wbrew sobie, pozwalam mu wybrzmieć i czekać, aż trochę odpuści. Bez względu na to, ile ten proces potrwa.

”Nigdy nie wyrzekłam się nadziei, że kiedyś wrócisz do domu – ale przestałam czekać na twój powrót. Człowiek ciężko to znosi, kiedy każdy dzwonek do drzwi albo sygnał telefonu zapierają mu dech w piersiach. W końcu musi dopuścić do siebie myśl, że jego życie podzieliło się na dwie części: przed i po, pomiędzy nimi zaś sterczy wbity twardo klin: strata. Nie krępuje on ruchów – można z nim chodzić, śmiać się, żyć jakby nigdy nic, ale wystarczy przystanąć na chwilę i zgiąć plecy, a w środku poczuje się bardzo wyraźnie ziejącą pustkę.”

Wiesz, czego najbardziej się boję? Momentu, w którym przyznasz przed inną dziewczyną, że mnie w Tobie nie ma. Kiedy uświadomisz sobie, że świat beze mnie też ma urok. Może to drugie już się stało.

Wspomnienia.

Gorzko mi.


W tekście wykorzystałam cytaty z: „Lata nieśmiertelnych” Mariusza Ziomeckiego, „Listów do Mileny” Franza Kafki, „Senności” Wojciecha Kuczoka oraz „Zagubionej przeszłości” Jodi Picoult.