Znaleziony pamiętnik. Miłość, która nie chce się wypalić.Ukłucie.

Bolesne, przeszywające, niespodziewane.

Przypominające, że to już równo pół roku odkąd widzieliśmy się ostatni raz.

Wydawałoby się, że nowe życie zatrze wspomnienia, oczyści rany, stłumi ból.

Ale wtedy przypomina mi się pewien cytat.

„You can’t get away from yourself by moving from one place to another.”

I z całą dobitnością stwierdzam, że to prawda.

Nie uciekniesz od samego siebie, przenosząc się z miejsca na miejsce. Choćby na sam koniec świata.

Wciąż będziesz sobą.

Ze swoim bólem, przeszłością, wspomnieniami. Zacieranymi poprzez nowe obowiązki i wyzwania, ale dalej na tyle silnymi, aby w momencie skrajnego wykończenia, przygnieść cię i obezwładnić.

„Conoscere davvero qualcuno è qualcosa di talmente fatale che quando succede è per sempre. Insomma, si può anche evolvere, cambiare. Ma l’anima rimane quella. E noi non potremo mai essere due estranei.”

I my też nigdy nie będziemy dla siebie obcy, choć sześć miesięcy to dużo czasu, by zapomnieć.

Pamiętasz coś jeszcze?

Czy ja wciąż karmię się nadzieją?

Przecież nie wracasz wspomnieniami do tego, co nas łączyło.

Tak bardzo mnie ciekawi, co teraz czujesz.

Mogę pytać gwiazd lub nietoperzy – powiedzą mi tyle samo…

Na co dzień po prostu żyję. Radzę sobie. Nikt by nie powiedział, że jeszcze tak niedawno umierałam z niekochania, że wszystko we mnie krwawiło.

Czy blizny się czasem otwierają czy to po prostu niezagojone rany?

Przecież znów głośno się śmieję.

Nie wymówiłam Twojego imienia od trzech miesięcy.

Nikomu się nie skarżę.

Że jeszcze czasami, kilkanaście razy dziennie, zaskoczy mnie to ukłucie. Przeszyje na wylot, przebijając miejsce, w którym trzymam wszystkie wspomnienia i uczucia związane z Tobą.

A gdy je przebije, wtedy mnie zalewają.

Łzami.

Tęsknię. Nawet nie sądziłam, że tyle drobnych, z pozoru nic nie znaczących wspomnień zapisało się w mojej pamięci.

Ten głęboko wbity klin, „strata”, na co dzień już nie przeszkadza mi w normalnym funkcjonowaniu. Ale wystarczy „przystanąć na chwilę i zgiąć plecy, a w środku poczuje się bardzo wyraźnie ziejącą pustkę.”

W tych momentach czuję, jakbym się zapadała. Gwałtownie i niekontrolowanie. Jakbym spadała w przepaść.

Zupełnie tak, jak czasami zdarza się we śnie, gdy człowiek budzi się, przerażony, czując, że ginie w ziejącej czernią próżni.

Czasem w nią wpadam.

A w tej ciemności pozwalam sobie na powrót.

Do zdjęć, które razem zrobiliśmy.

Do muzyki, której słuchaliśmy.

Do filmów, które obejrzeliśmy.

Do miejsc, które odwiedziliśmy.

Do żartów, z których się śmialiśmy.

Do włoskich słówek, którymi się nazywaliśmy.

Jak to jest, że nawet piwo mi o Tobie przypomina?

PRZECIEŻ TO JUŻ NIEWAŻNE.

Przecież zostawiłam to już za sobą.

Przecież Ty zostawiłeś to za nami.

A jednak to, co raz było ważne, nigdy takie nie przestaje być. Nie zapomina się tego, co wryło się w serce głęboko i na zawsze.

Zostaniesz…

Bo przez krótki czas kochaliśmy się na zawsze.

I wiesz co?

Byłam szczęśliwa.


Część pierwsza TUTAJ.

Cytaty pochodzą z „Zagubionej przeszłości” Jodi Picoult, powieści Ernesta Hemingwaya „Słońce też wschodzi”, „Per dieci minuti” Chiary Gamberale oraz wiersza Wisławy Szymborskiej „Perspektywa”.

  • Mocne, Dominisiu 🙂 i wciągające 🙂

  • Z tym, że nie da się uciec przed problemami to prawda- wydawało mi się, że wyjeżdżając do Niemiec, jestem
    w stanie odciąć się od przeszłości. Nie- ale udało mi się spojrzeć na nią z dystansu i poukładać parę spraw w głowie. Co nie zmienia faktu, że pewne wspomnienia bolą, że pewne koszmary nadal regularnia wracają do mnie w nocy.

  • Pingback: Znaleziony pamiętnik #1 - Nie tłum bólu()