”Zrobię tego bloga sama. Będzie mój od A do Z” – pomyślałam i z zapałem przystąpiłam do pracy. Zaczęłam od początku, czyli… od wpisania w Google hasła ‘’jak założyć stronę internetową”. Niezawodny wujaszek jak zwykle pospieszył mi z pomocą, a ja z ufnością posłuchałam jego rad.

Domena, serwer, instalacja WordPressa

Okej, pierwsze trzy kroki były całkiem proste. Po kilku godzinach przeglądania forów internetowych, wybrałam dla siebie firmę hostingową i wykupiłam swój własny, osobisty adres internetowy wraz z miejscem na serwerze. Na szczęście żadna inna Dominika nie postanowiła się wymknąć, więc mogłam bez kombinowania wprowadzić do sieci swój pomysł. Następny krok – instalacja WordPressa i wybranie skórki na bloga.

Jak by cię tu przystroić?

Kolejne kilka godzin szukania. Miałam pewną wizję graficzną strony i szukałam takich, które mniej więcej się w nią wpasowywały. Zależało mi, żeby szablon był minimalistyczny, przejrzysty i dobrze się wyświetlał na urządzeniach mobilnych. Ponieważ większość tych darmowych miała mało rozbudowany panel administracyjny i niewielkie możliwości modyfikowania, zaczęłam szukać wśród płatnych. I trafiłam na obecny, który od razu skradł moje serce. Pobrałam plik z szablonem, zainstalowałam na stronie i po dopasowaniu go do mojej koncepcji, zabrałam się za instalowanie wtyczek.

I w tym momencie pojawiły się schody

Znalazłam sobie kilka najbardziej polecanych, pobrałam i chwilę potem już nie mogłam zalogować się na stronę. ”Błędne hasło i login”. Trzy błędne próby i 20 minut czekania. I tak razy kilka. Zaczęłam coś o tym czytać i dowiedziałam się, że mogę zmienić kod tak, żeby dało się logować. Trochę przestraszona zalogowałam się innym, ratunkowym sposobem i  przystąpiłam do ”kodowania”. Zupełnie zielona w temacie tu coś usunęłam, tam coś dodałam, kliknęłam enter… i wywaliło mi stronę w kosmos. Zniknęła.

RATUNKU!

Co robić? W odpowiedzi coraz więcej dziwnych skrótów i rozszerzeń, które w założeniu miały mi pomóc, a dezorientowały jeszcze bardziej – .php, .css, .js. – co, gdzie, jak, dlaczego? Ja tylko chcę odzyskać moją stronę, no weźcie. W przypływie paniki klikałam zupełnie przypadkowe rzeczy i pogrążałam się jeszcze bardziej.
400, 404, 500 – error za errorem, zmieniały się tylko cyferki. Bad request, chociaż tak ładnie prosiłam. W końcu się wkurzyłam i usunęłam wszystkie pliki. Została tylko jedna droga wyjścia.

Panie administratorze, pomocy!

Zadzwoniłam do supportu mojej firmy hostingowej i zrozpaczonym głosem blondynki (bo na pewno było to słychać) wyjaśniłam problem.

– Ale dlaczego pani usunęła te pliki?
– W którymś był błąd i nic nie działało…
(chwila konsternacji)
– No dobrze, niech pani cierpliwie poczeka, a ja spróbuję przywrócić kopię zapasową strony i wgrać od nowa pliki.

Jak obiecał, tak zrobił i po kilkunastu minutach miałam ją z powrotem.

Więcej ostrożności, ale coś trzeba robić

Traumatyczne kodowanie po tej sytuacji zostawiłam, za to zajęłam się zagadnieniem pozycjonowania. Samo hasło dość często słyszałam w wakacje, jednak nigdy nie pokusiłam się o zgłębienie tematu. Teraz, gdy zaczął mnie dotyczyć, zrobiłam to z ciekawością. Chodzi o to, co i jak robić, żeby strona była wysoko w wyszukiwarkach, żeby pojawiała się przy wpisywaniu danych fraz i słów kluczowych. Moja na razie nie pojawia się wcale, chyba że się doda ”Dominika”. Ale trzymajcie kciuki, będzie lepiej.