dominika sie wymyka tinder

Uwaga. To będzie mocny tekst. Prywatny i szczery. Czytacie na własne ryzyko, bo wiem, że może wzbudzić kontrowersje.

Jak już niektórzy z Was wiedzą − pisałam o tym TU i TU − jednym z głównych powodów mojej wizyty w Australii była chęć odwiedzenia rodziny. Większą jej część widziałam w swoim życiu tylko raz czy dwa, i to w dzieciństwie, ale może właśnie dziecięce wspomnienia mają to do siebie, że są tak intensywne i mocno wyidealizowane.

Bo co zrobić, gdy zaledwie tydzień po przyjeździe okazuje się, że te bajkowe, podkolorowane dziecięcą fantazją wspomnienia są bardzo dalekie od prawdy?

Co zrobić, gdy, zupełnie się tego nie spodziewając, lądujesz pośrodku wieloletniego rodzinnego konfliktu i Twoja wymarzona podróż z dnia na dzień zmienia się w coraz większy koszmar?

Zostajesz wplątana w sieć rodzinnych kłótni, złośliwości i zawiści. Słuchasz na co dzień, jak każdy siebie wzajemnie ocenia i krytykuje. Chcesz pozostać neutralna, ale odwiedzając różnych członków rodziny, dowiadujesz się kolejnych negatywnych rzeczy na temat pozostałych. Po kilku tygodniach sama już nie wiesz, co masz robić i myśleć, komu ufać, przed kim się otworzyć. Czujesz, że nie możesz być sobą. Zaczynasz topić się w dwulicowości i fałszu. Czujesz, jak negatywny wpływ ma to na Twoje psychiczne samopoczucie. Ledwo co wyszłaś z depresji, a masz dużą szansę załamać się znowu.

Boli Cię to cholernie. Przyjechałaś z nadzieją, że wzmocnisz rodzinne więzi, uśmiechałaś się do każdego, starałaś się pozostać bezstronna, uważałaś na każdy swój ruch, wiedząc, że stąpasz po cienkim lodzie i każdy błąd może Cię kosztować utratę ich „życzliwości”. Ale i tak ponosisz porażkę, bo pewnej nocy, spanikowana nagłym bólem w podbrzuszu, prosisz o pomoc niewłaściwą osobę w niewłaściwym czasie. Poprosiłaś, żeby jechać do szpitala, za co po powrocie surowo obrywasz, bo przecież powinnaś była sama sobie dać radę z bólem i strachem.

Idziesz spać, budzisz się kilka godzin później, jest nowy dzień. Spędzasz go w pokoju, bo panikujesz na samą myśl o konfrontacji po tym, co usłyszałaś na swój temat przed zaśnięciem. Bolą Cię niesprawiedliwe słowa i oszczerstwa pod Twoim adresem. Nic nie jesz. Płaczesz. Nikt nie przychodzi zapytać, jak się czujesz, czy może nie jesteś głodna.

To jest moment, w którym postanawiasz, że czas na Ciebie. Czas się odciąć od negatywnych emocji, zacząć żyć tak, jak sobie tę podróż wymarzyłaś. Miałaś być szczęśliwa, samodzielna, poznawać ludzi, ćwiczyć angielski. Ciężko to robić, mając nakaz powrotu do domu przed 22. Ciężko to robić, gdy czujesz się jakbyś była zamknięta w klatce, obserwowana i oceniana z każdej strony.

Nadszedł czas, by się wymknąć.

Zostawiasz list z podziękowaniem za wszystko, co do tej pory dostałaś. Dobrego i mniej dobrego. Bo w końcu nie wszyscy byli źli. Od niektórych dostałaś dużo dobrego i jesteś wdzięczna. Do reszty nie chowasz urazy, rozumiesz, że każdy jest inny i nie zawsze udaje się dogadać. Przede wszystkim musisz zadbać o siebie. Bycie miłą niestety nic dobrego nie przyniosło.

Z pomocą przychodzi … Tinder. Aplikacja, którą w Polsce tak krytykowałaś, twierdząc, że to tylko łatwy sposób na seks. Do której odnosiłaś się z taką niechęcią. Australia zmieniła i to – założyłaś konto. Już jakiś czas temu. Jasno sprecyzowałaś cel – szukasz ludzi, z którymi możesz poćwiczyć angielski, wyjść na piwo lub pojechać na plażę. Żadnego seksu, żadnych randek. Czyste koleżeństwo. Przez kilka pierwszych dni nawet odpisywałaś na dziesiątki wiadomości, ale z czasem Ci się znudziło. Small talk, ciągle te same pytania, szkoda czasu. Dałaś szansę tylko jednemu, upewniając się najpierw, że będzie po kumpelsku.

I to on Ci pomógł. Dzięki temu, że widzieliście się wcześniej już kilka razy, mogłaś mu powiedzieć, przez co przechodzisz. Zaproponował, że Cię odbierze z całym bagażem i pomoże znaleźć nowe mieszkanie. Szybka decyzja, szybka akcja. W ciągu nocy pakujesz wszystkie swoje rzeczy i następnego dnia, po szkole, tylnymi drzwiami znosisz walizki, list zostawiasz na biurku, żegnasz się z zaskoczonymi domownikami, jeszcze raz dziękujesz i zmykasz.

Czujesz jak zalewa Cię ogromne poczucie ulgi. Twoje napięte od kilku dni ciało w końcu się rozluźnia. Serce przestaje walić jak szalone. Wiesz, że jesteś już zdana tylko na siebie, w ciągu kilku dni musisz znaleźć nowe mieszkanie i pracę, ale cieszysz się, bo teraz dopiero zaczyna się przygoda.

  • Gratuluję decyzji- wymagała ogromu odwagi! 🙂 Teraz może być już tylko lepiej.. 🙂

  • Brawo za odwagę i chęci do zmiany otoczenia! Samym czytaniem poczułam toksyczność tych relacji (bez urazy).. Szkoda, że tak Cię potraktowali, ale ja zawsze doszukuję się drugiego dna w takich historiach. Może tak właśnie miało być, byś w końcu mogła mieć szansę na przygodę życia, poznawanie ludzi, języka, zwyczajów i spełnianie marzeń 🙂 powodzenia, trzymam kciuki i zazdroszczę pobytu w Australii <3 czasem sama chętnie bym się wyrwała i pojechała odkrywać nowe piękne miejsca:)

    • Tak właśnie na to patrzę 🙂 opisywałam ten wyjazd jako poszukiwanie dorosłej siebie, a ta sytuacja jest doskonałym sprawdzianem dorosłości 😉 będzie dobrze, damy radę!

    • No i pięknie! 3mam kciuki 🙂