australijskie lasy deszczowe tropikalne tamborine national park rainforestAustralijskie lasy deszczowe to prawdziwa kopalnia egzotyki oraz idealna forma aktywnego spędzania czasu na świeżym powietrzu. Trasy liczą po kilka kilometrów i potrafią nieźle zmęczyć. Trzeba schodzić stromo w dół, skakać przez strumyki po śliskich kamieniach, to znów wspinać się wąskimi schodkami (taka to cywilizowana dżungla!)

Albo, jak w moim przypadku, skakać po lianach.

z depresji do szczęściaW Australii żyje się trochę na opak. To kontynent, który odwraca pory dnia, pory roku, ruch na ulicach i ruch na chodnikach. Ale co ciekawe, wywraca też światopogląd.

Kiedy trzy miesiące temu leżałam zapłakana w łóżku, złamana ilością cierpienia, które się na mnie zwaliło, pogrążona w zdiagnozowanej depresji, czująca tylko rozpacz, ból, odrzucenie i wściekłość, nijak nie umiałam wyobrazić sobie jasnej przyszłości. Mój stan był opłakany, a przebywanie w samotności niebezpieczne. Potrzebowałam ciągłej obecności kogoś bliskiego, musiałam czuć, że ktoś przy mnie jest. Męczyłam bliskich zadawanymi setki razy pytaniami bez odpowiedzi i tematami przeanalizowanymi z każdej możliwej strony.

studiowanie w AustraliiTak, jak pisałam tutaj – studiowanie w Australii znacznie różni się od systemu edukacji w Polsce. Tu już od najmłodszych lat dzieci dostają projekty i prezentacje, które mają przede wszystkim rozwijać ich praktyczne umiejętności oraz zdolności komunikacyjne. I widać to po ich stylu bycia – są otwarte, sprytne i nie wstydzą się nawiązywać kontaktów z innymi.

Tymczasem ja na zajęciach odkrywam, że turystyka to niezwykle szeroka i popularna branża w Australii, która – choć niezbyt bogata historycznie – na maksa wykorzystuje to, co dała jej natura.

A dała wiele.

odległość zbliżaObecność i bliskość. Dwie rzeczy, których każdy z nas potrzebuje. Nie da się długo wytrzymać w samotności i nawet jeśli ją sobie cenimy, prędzej czy później zaczynamy szukać kontaktu z innymi. W jakiejkolwiek formie, choćby wirtualnej. To zabawne. Niektórzy panicznie boją się być daleko od bliskich, a ja przez bardzo długi czas zwykłam powtarzać, że nie potrzebuję ludzi do szczęścia. Postrzegałam siebie jako osobę niezależną, a momentami nawet aspołeczną. Bywały okresy, kiedy unikałam towarzystwa. Zaniedbywałam rodzinę, odsuwałam się od znajomych. Na wszelkie wyjazdy jeździłam sama i widziałam w tym mnóstwo zalet. Mogłam zwiedzać tak, jak lubię, bez konieczności dostosowywania się i zmieniania planów. Jasne, czasami żałowałam, że nie mogę przeżywać tych radosnych chwil z kimś bliskim, że doświadczam ich zupełnie sama, a tak fajnie by było móc je dzielić. Ogólnie jednak mocno broniłam się przed uzależnianiem się od innych i nie pozwalałam nikomu zbytnio wpływać na moje decyzje.

Do Australii też przyjechałam z takim właśnie nastawieniem. Nie podejrzewając, że sytuacja, w której się znajdę, każe mi szybko zweryfikować moje podejście.

studia w Australii
Jeśli komuś wydaje się, że studia w Australii to tylko wymówka i alibi, pozwalające do woli zwiedzać i przy okazji zarobić może trochę grosza (wiza studencka pozwala pracować na pół etatu), to mocno się myli. Ja popełniłam ten błąd i pierwsze dwa tygodnie spędziłam zupełnie beztrosko – na plażowaniu, oswajaniu miasta i spaniu do południa. Mimo że zajęcia zaczęłam już pięć dni po przyjeździe, dopóki nie zajrzałam na platformę internetową, nie podejrzewałam żadnego ryzyka.

Błąd.

Jest 5 rano i mam za sobą kolejną zarwaną noc, i to nie z powodu jetlagu, czy życia Waszą strefą czasową (często nocami rozmawiam z rodziną i przyjaciółmi, wykorzystując to, że u Was jest dzień), ale właśnie z powodu szkoły. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, ile pracy i czasu będzie mnie ona kosztować. A także pieniędzy, jeśli nie zrobię kolejnych zadań w terminie.

życie w australii australian postcards sheila slangŻycie w Australii zaskakuje. Jestem tu zaledwie dziesięć dni, ale już kilkadziesiąt razy szeroko otworzyłam usta ze zdziwienia na australijską rzeczywistość. Przyznam bez bicia, że niezbyt pilnie się przygotowałam do tej podróży. Wszystko, co w związku z nią robiłam, odbywało się raczej spontanicznie – wybór miasta, college’u, kursu – co się do mnie uśmiechnęło, to brałam, bez głębszego analizowania. Jedynym kryterium wziętym przeze mnie pod uwagę była pogoda, która na przykład w Melbourne jest bardzo kapryśna i zmienia się nawet kilka razy w ciągu dnia. Zazwyczaj przed każdą wyprawą sporo czytam o miejscu, do którego się udaję, jednak tym razem pomyślałam, że będę miała na to dużo czasu tutaj. Postanowiłam dać Australii się zaskoczyć. W końcu to też frajda odkrywać ten egzotyczny świat samemu, nie mając w głowie lampki, zapalającej się na widok czegoś, o czym wcześniej czytało się w internecie.

I takim sposobem jestem zaskakiwana na każdym kroku.

Beach plaża Australia gold coast ocean australian sand piasekGold Coast. Ta nazwa mówi sama za siebie. Słońce, złocisty, miękki piasek i ciepły, lazurowy ocean, po którym przesuwają się spienione fale. Na plaży przystojni ratownicy, a na falach opaleni surferzy. Przez chwilę czuję się, jakbym była statystką w serialu Na wysokiej fali, tylko brakuje kamer. To wszystko dzieje się naprawdę i jest częścią codziennego życia Australijczyków.

Gold Coast jest szóstym co do wielkości miastem Australii, położonym godzinę drogi na południe od Brisbane i najpopularniejszym celem turystów z całego świata. Subtropikalny klimat sprawia, że słońce tu świeci przez około 300 dni w roku, a średnia temperatura roczna wynosi 25°C w ciągu dnia i 17°C w nocy.