literackie propozycje na jesienne wieczoryBrisbane od dwóch dni tonie w deszczu, a prognozy zapowiadają, że nie zmieni się to aż do końca tygodnia. Temperatura w ciągu zaledwie jednej nocy spadła z 35 do 16 stopni, niebo się zachmurzyło i za oknem momentalnie zrobiło się zimno, ponuro i iście październikowo. Choć tutaj trwa już astronomiczna wiosna, mnie ogarnął nastrój polskiej późnej jesieni. A tę, trzeba wiedzieć, od małego darzę najszczerszą miłością. Kocham jesienną nostalgiczną aurę i wszystko, co się z nią wiąże: dogasające powoli promienie słońca w kolorze ciepłego złota, spadające liście za oknem, babie lato, ostatnie wycieczki rowerowe, grzybobranie, czerwony płaszcz, którego od lat nie zamieniam na żaden inny, odgłos deszczu bębniącego o szyby, no i przede wszystkim spadające kasztany, które w dzieciństwie były dla mnie oznaką zbliżających się urodzin. Zbierałam ich cały worek, po czym połowę oddawałam babci, bo wiedziałam, że też je lubi.

Jesień to zdecydowanie moja ulubiona pora roku. To pora książek, ciepłych koców, intensywniejszej niż zwykle gry na pianinie, poezji i melancholii. Trochę depresyjna, ale trafiająca w sam środek duszy – przejmująca i wydobywająca piękno. Tak idealnie kontrastująca z beztroskim, upalnym, rozhulanym latem. Jesień wycisza i porusza zupełnie inne struny w człowieku.

Dlatego dzisiaj przełączam się z australijskiej wiosny na polską jesień i polecam kilka moich ulubionych jesiennych pozycji.

1. Marek Hłasko „Pierwszy krok w chmurach i inne opowiadania”

Zaczęło się trzy lata temu od cytatu na jednej z fejsbukowych stron. Idealnie wpisywał się w mój ówczesny nastrój, więc automatycznie w pamięci dodałam Hłaskę na listę autorów do poznania. Zaledwie kilka dni później znalazłam go przypadkiem w naszej domowej biblioteczce.

Styl i opisywana przez niego rzeczywistość lat 50. okazały się literackim strzałem w dziesiątkę. Hłaskę nazywam mistrzem budowania i rozwalania w drobny mak. Stopniowo i niewinnie wprowadza nas w umysły bohaterów – ludzi samotnych, rozgoryczonych, spragnionych miłości, pokrzywdzonych i do bólu prawdziwych. Maluje ich myśli i uczucia językiem obrazowym, ale prostym, daje nadzieję na dobro pośród zła, kontrastuje ich szczere i czyste marzenia ze światem pełnym obojętności, po to, by w najwznioślejszym, kulminacyjnym momencie brutalnie pozbawić złudzeń. Nie tylko bohaterów – w nas też zostawia posmak cynizmu, płynnie przechodząc do kolejnej ludzkiej historii, w której jeszcze tli się iskierka nadziei. Tli się, ale już tylko przez chwilę.

2. Jaume Cabré „Wyznaję”

Genialna konstrukcja powieści i równie genialny pomysł na fabułę, której punktem wyjścia, motywem przewodnim i jednocześnie nitką, splatającą wszystkie historie oraz bohaterów są skrzypce. Zabytkowe arcydzieło, przechodzące z rąk do rąk na przestrzeni lat, które staje się przyczyną ludzkiej zachłanności i prowadzi do upadku. Instrument, za sprawą którego zagłębiamy się w świat, w którym zło przybiera coraz to inne formy. Tło historyczne prowadzi nas przez mroczne lata hiszpańskiej inkwizycji, piekło wojennej Europy, Holokaust i różne indywidualne rodzinne tragedie. Kontrastem dla nich są piękno, sztuka, miłość i dobro. Razem z autorem rozważamy naturę zła, rolę Boga w losach świata, możliwość wyborów i zadośćuczynienia. Powieść bogata kulturowo, wprawiająca w zachwyt i skłaniająca do głębokich refleksji.

3. Jane Hawking „Podróż ku nieskończoności”

Życie i małżeństwo Stephena Hawkinga opisane z perspektywy jego pierwszej żony. Zanim jednak opublikowane zostały jej wspomnienia, zanim w ogóle dowiedziałam się, że Jane opowie tę historię swoimi słowami, natrafiłam na film „Teoria wszystkiego”, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Już podczas seansu zastanawiałam się nad drugą stroną medalu – jak to wyglądało w jej odczuciu, jej oczami. Z niecierpliwością sięgnęłam więc po lekturę, która zostawiła mnie z mieszanymi uczuciami. Podziw i szacunek wobec niezłomności jej charakteru mieszały się z nieco męczącym, nazbyt akcentowanym gorzkim poczuciem niedocenienia i niesprawiedliwości krytyki, jaka na nią spłynęła. Choć z drugiej strony wątpię, czy sama będąc w takiej sytuacji byłabym mniej rozgoryczona, a jej odwaga i hart ducha naprawdę imponują.

Dodatkowym plusem lektury jest styl: bogaty, niemal poetycki język (zarówno w oryginale, jak i tłumaczeniu!) oraz wiele filologicznych ciekawostek.

4. Stephen King „TO”

Nasz ulubiony, diabelsko dobry King. Przyznam, że po tę pozycję sięgnęłam dopiero dzięki ostatniej wizycie w kinie, podczas której zapragnęłam zapoznać się z oryginałem. Kosztowała mnie ona kilka nieprzespanych nocy, gdyż lektura wciąga – nomen omen – potwornie. King stopniowo buduje napięcie, mistrzowsko kreuje psychikę bohaterów i zadziwia rozwiniętym zmysłem obserwatora. Odwołuje się do podświadomości i dziecięcych lęków, które miał każdy z nas, opisuje proces dojrzewania, lecz także ukazuje wpływ doświadczeń z dzieciństwa na przyszłe dorosłe wybory życiowe oraz to, że często sami dobrowolnie powielamy patologiczne schematy, do których przywykliśmy, będąc dziećmi, sami kontynuujemy swój dziecięcy koszmar. Jest to powieść wielopłaszczyznowa i na każdej z nich bogata.

5. Francis Scott Fitzgerald „Wielki Gatsby”

Moja obowiązkowa lektura ze studiów. Czytałam i omawiałam ją na zajęciach tuż przed tym, jak nasz kochany Leonardo pojawił się na ekranach w roli tytułowego bohatera. Książka zauroczyła mnie od razu, podobnie jak inne powieści z epoki Straconego Pokolenia. Wielbię ich wszystkich: Hemingwaya, Faulknera, Millera, Steinbecka, Kafkę, Joyca, Eliota. Tak zwane Lost Generation, dorastające podczas I wojny światowej. Przesiąknięte poczuciem klęski, pozbawione nadziei na lepsze jutro, niemające życiowych celów. Dekadenckie, próżne i pozbawione moralności. Zagubione. Chodźcie na przyjęcie do Gatsbiego, a sami się przekonacie.

Do reszty ulubionych pozycji jeszcze wrócę, bo lista jest naprawdę długa 🙂

Jednak zanim to zrobię – podzielcie się Waszymi ulubionymi lekturami. Jestem niezmiernie ciekawa, co Wy wybieracie na deszczowe jesienne wieczory ❤️literackie propozycje na jesienne wieczory