Jak żyje się w Australii - australijski rząd i jego metodyPrzyznajmy szczerze, że nasz rodzinny kraj – choć piękny – nie sprzyja łatwemu życiu. Wiem, że dla wielu z nas, wychowanych i przyzwyczajonych do polskich, często brutalnych realiów, gdzie rząd średnio wspiera obywateli, rzadko sprawdzając się w roli opiekuna, a ludzie przyzwyczajeni są do konieczności samodzielnego dbania o siebie i życia pod stromą górkę, rzeczywistość, którą zaraz opiszę może się wydać przejaskrawiona i nierealna. Ale wierzcie mi – ani trochę nie przesadzam. Jak żyje się w Australii? Przygotujcie się na opis świata, który i mnie zszokował.

Australijski rząd naprawdę troszczy się o swój kraj i jego obywateli. Oto sposoby, w których ta troska się przejawia.

1. Wizy i imigranci.

Australia jest otwarta, ale broni swoich granic i bezpieczeństwa ludzi tu mieszkających. Nikt nie może przebywać na jej terenie bez wizy, którą wcale nie tak łatwo dostać. Po pierwsze trzeba mieć pieniądze na utrzymanie się. Nie musi to być od razu cała suma w gotówce, ale rząd chce mieć pewność, że podczas pobytu tutaj będzie się miało środki na koncie bądź sponsora, aby się utrzymać.
Po drugie język. W Australii, w przeciwieństwie do Anglii, nikt się nie zdziwi, że znamy dobrze angielski. Komplementy można usłyszeć w związku ze swoim akcentem, ale nie z samym faktem znajomości języka. Nie oczekuj też, że jakiś Australijczyk widząc, że jesteś obcokrajowcem, zacznie mówić wolniej i wyraźniej. Niestety. Będzie dalej mamrotał, używał slangu i zjadał końcówki wyrazów. A Ty się gimnastykuj, słuchając 😉

Australia to mieszanka ludzi, dla których angielski często nie jest pierwszym językiem, ale każdy, aby dostać wizę, musi udowodnić jego znajomość. W procesie wizowym najczęściej branym pod uwagę egzaminem jest IELTS.

Najpopularniejszą wizą wśród młodych ludzi jest wiza studencka, jednak to wiąże się z koniecznością zapłaty kilkunastu tysięcy złotych (wzwyż) za roczny kurs na uczelni.

Australijski rząd co roku publikuje też listę zawodów (KLIK), na które jest zapotrzebowanie. Wtedy można aplikować na dane stanowisko, uprzednio potwierdzając swoje umiejętności i doświadczenie.Jak żyje się w Australii - australijski rząd i jego metody

A jeśli ktoś jest zainteresowany wizą stałego pobytu, niech się rozgląda za australijską drugą połówką. To najłatwiejszy sposób, choć i wtedy trzeba udowodnić rządowi, że jest się w tym związku od przynajmniej dwóch lat i uzbroić się w cierpliwość na kolejnych pięć zanim otrzyma się wizę.

2. Przestrzeń miejska zorganizowana pod potrzeby ludzi.

Jak żyje się w Australii - australijski rząd i jego metody

Czyste publiczne toalety co kilkaset metrów, rozległe parki miejskie, kilometrowe ścieżki rowerowe, baseny na świeżym powietrzu. Salsa w każdy piątek na głównym placu Brisbane, czwartkowa Zumba tuż nad rzeką, pilates, tai chi, joga, boks. Każdy może znaleźć coś dla siebie i to zupełnie za darmo. Co kilka tygodni do każdego domu przychodzi oficjalna rządowa gazetka, zawierająca opis nadchodzących wydarzeń i atrakcji, a także np. przypomnienie o szczepieniu przeciwko jesiennej grypie.

Zabawną rzeczą są żółte kaski dołączone do rowerów miejskich. Nie są nijak przypięte, po prostu luzem wrzucone do przednich koszyków. Nikt ich nie zabiera, nikt nie niszczy. A gdy w piątek o 22 potrzebuję pomocy z niezwróconym rowerem (zablokował się w stacji, która nie zarejestrowała zwrotu i naliczyła mi horrendalną sumę), pracownicy CityCycle i tak odbierają mój telefon, dokładnie zapisują, co się stało i następnego dnia wysyłają maila, że problem rozwiązany.Jak żyje się w Australii - australijski rząd i jego metody

Są nawet specjalne stanowiska, przy których możesz podreperować lub napompować dętkę w rowerze.

Trasy rowerowe ciągną się kilometrami i są wszędzie. Najbardziej malownicza z nich wiedzie wzdłuż rzeki Brisbane, można ją okrążyć, przecinając przystosowane do tego mosty i cała pętla liczy aż 36 km.

3. Ludzie nauczeni są szanować swój czas i swoje zdrowie.

Jak żyje się w Australii - australijski rząd i jego metody

Prawa pracownika (KLIK), w tym czas pracy i przerwy na lunch są ściśle uregulowane przez australijski rząd, a pracodawcy tego przestrzegają. Gdy nie czujesz się na siłach, aby przyjść do pracy – możesz sobie wziąć dzień wolny. Gdy wyglądasz na zmęczonego – kierownik zmiany pyta zatroskany, czy wszystko w porządku i czy nie potrzebujesz odpocząć albo czegoś się napić.  Jesteś traktowany po ludzku i z empatią, nie jak maszyna, z której trzeba wycisnąć jak najwięcej.

4. Ekstremalne warunki pogodowe? – Zamykamy całe miasto.

Gdy cyklon Debbie nadciągał do Brisbane, każdy rano dostał smsa ze śmiesznego numeru składającego się z prawie samych czwórek, z informacją, że szkoły tego dnia są zamknięte. Podobnie jak, chwilę potem, wszystkie inne miejsca pracy. Każdy wrócił do domu, poinstruowany, aby na siebie uważać i raczej już nie wychodzić. Z pobliskich wysp ewakuowano wszystkich wczasowiczów i mieszkańców, a rząd zapewnił, że wie, co robi i nikomu włos z głowy nie spadnie.Jak żyje się w Australii - australijski rząd i jego metody

5. Finał Ligi Futbolu Australijskiego? – Darmowy dzień komunikacji miejskiej

Aby ułatwić podróżowanie i przyciągnąć więcej zainteresowanych, wszystkie pociągi kursujące nawet dwie godziny od Brisbane w stronę Gold Coast i Sunshine Coast były tego dnia za darmo. Całe wydarzenie odbywało się w piątek wieczorem, w czasie gdy sporo ludzi wybierało się do centrum na imprezy. Wśród tych ludzi byłam ja, jadąca ze znajomymi na piwo. Okazało się, że mój pociąg kończy trasę dwie stacje od centrum. Poproszono wszystkich pasażerów o opuszczenie pociągu i pokierowano nas do specjalnie podstawionych wycieczkowych autobusów, które zawiozły nas prosto na główną imprezową ulicę Brisbane 😀 Autobusy te potem kursowały całą noc, wożąc klubowiczów na działające stacje kolejowe, aby mogli wrócić do domów.

I pomyśleć, że u nas dwa lata temu po koncercie Ennio Morricone setki ludzi utknęły pod Kraków Arena, czekając w deszczu na jakikolwiek autobus, który przez godzinę nie nadjeżdżał, nie mogąc zamówić żadnej taksówki, bo wszystkie były już zajęte albo wysłane po odbiór innych zmokniętych melomanów…

6. Uśmiech mijających Cię ludzi to codzienność.

G’day, howaya. Pozdrawiają Cię na ulicy, na korytarzach w galeriach handlowych, na szlakach turystycznych. Zwłaszcza, gdy wokół was nie ma nikogo innego i mijacie się w pojedynkę. A jeśli jednak się nie odezwą, to zawsze przynajmniej nawiążą kontakt wzrokowy i się uśmiechną. Po prostu się wzajemnie zauważają,  zamiast udawać, że jesteś powietrzem.

7. Szoty i większe drinki tylko do północy – sorry, takie mamy prawo.

Jak żyje się w Australii - australijski rząd i jego metody

8. Ogromny podatek na wyroby tytoniowe.

Australijski rząd za wszelką cenę stara się zniechęcić obywateli do palenia, dlatego paczka papierosów kosztuje średnio 25 dolarów. Osoby palące na ulicach to najczęściej Azjaci, w których kulturze jest to popularne, zaś sami Australijczycy w znacznej części są wyczuleni na dym papierosowy i krytycznie odnoszą się do palenia.

9. Ogólnie wszystko zdaje się być pod kontrolą.

Ruch na drogach, korki, ewentualne utrudnienia – o wszystkim kierowcy są informowani na bieżąco z wielkich tablic.

Nawet limity prędkości zmieniają się na różnych odcinkach inteligentnie do naturalnej prędkości, jaką by się samemu utrzymywało w tych konkretnych warunkach. Wszystko zdaje się działać zgodnie z logiką jazdy.

Wszelkie roboty drogowe wykonywane są w nocy.

Każdej nocy czyszczone są też ulice miasta.

No i przede wszystkim codziennie w godzinach pracy spotyka się SETKI ludzi w galeriach handlowych. Zupełnie jakby nie musieli pracować…

W końcu to Australia. Kraj uporządkowany w swojej przewrotności 😉