studia w Australii
Jeśli komuś wydaje się, że studia w Australii to tylko wymówka i alibi, pozwalające do woli zwiedzać i przy okazji zarobić może trochę grosza (wiza studencka pozwala pracować na pół etatu), to mocno się myli. Ja popełniłam ten błąd i pierwsze dwa tygodnie spędziłam zupełnie beztrosko – na plażowaniu, oswajaniu miasta i spaniu do południa. Mimo że zajęcia zaczęłam już pięć dni po przyjeździe, dopóki nie zajrzałam na platformę internetową, nie podejrzewałam żadnego ryzyka.

Błąd.

Jest 5 rano i mam za sobą kolejną zarwaną noc, i to nie z powodu jetlagu, czy życia Waszą strefą czasową (często nocami rozmawiam z rodziną i przyjaciółmi, wykorzystując to, że u Was jest dzień), ale właśnie z powodu szkoły. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, ile pracy i czasu będzie mnie ona kosztować. A także pieniędzy, jeśli nie zrobię kolejnych zadań w terminie. Mimo że za college płacę prawie 13 tysięcy złotych, australijski rząd wcale mnie przez to nie traktuje ulgowo. Moje postępy w nauce i obecność na zajęciach są na bieżąco kontrolowane, a jeśli coś zaniedbam, grozi mi utrata wizy i kara pieniężna.

Studia w Australii to nie przelewki. Same zajęcia dużo czasu nie zajmują, ale samodzielna praca online już tak. Co tydzień dostaję do przeczytania 40 stron A4 drobno drukowanego tekstu oraz tak zwany assessment – zestaw zadań do zrobienia na kolejny tydzień. W jego skład wchodzi zazwyczaj 10 otwartych pytań (każde do rozpisania się na 100-150 słów), projekt pisemny i projekt graficzny, jak na przykład kilkustronowa broszura na wzór tych z agencji turystycznych. Dużo czasochłonnej roboty. Nie to, żebym narzekała – tematyka jest bardzo ciekawa i fajnie, że w końcu wymaga się ode mnie, żebym wykorzystała teoretyczną wiedzę z zajęć w praktyce. Podoba mi się, że robię projekty, bazując na rzeczywistych stronach internetowych, dostaję przydatne, praktyczne informacje o branży turystycznej i uczę się, jak działa.

Ale jest ta druga strona medalu, czyli odpowiedzialność i spełnianie wymogów na czas. Każde nieoddane w terminie zadanie będzie mnie kosztowało 100 dolarów australijskich, a i to nie zwolni mnie z jego zrobienia.

Tak więc presja, albo jak kto woli – motywacja – jest. I obawa, że nie będę miała wystarczająco dużo czasu na inne rzeczy, po które tu przyjechałam.

To tak na pocieszenie dla tych, którzy zmagają się teraz z sesją – dla mnie Australia to też nie tylko wakacje życia, ale i sporo pracy 😉 Na przykład takiej.

studiowanie w Australiistudiowanie w Australii

  • Emilia

    Przyznam ten post mnie bardzo pocieszył i jednocześnie zmotywował do nauki 😂 #sesja

    • znam ten ból.. 😀 polecam się na przyszłość ❤

  • moni

    jaki masz kierunek?

  • Filip

    Znasz może kogoś, kto studiuje kierunek inżynierski w Australii? Czy na inżynierii mają podobny system nauki?

    • Na tyle, na ile już zdążyłam się zorientować, to tak – wszędzie mają dużo praktycznych informacji, projektów i aktywnego wykorzystywania zdobytej teoretycznej wiedzy 😉 ale mogę podpytać wśród znajomych, którzy studiowali inżynierskie przedmioty, bo na ten moment nic konkretniej nie wiem

  • Pingback: Studiowanie w Australii - turystyka strzałem w dziesiątkę!()