Gdy wspominam komuś o Australii, najczęstszą reakcją jest pełne zaskoczenia: ”Nie boisz się?!”

No pewnie, że się boję.

Mnóstwa rzeczy.

Po pierwsze tego, że nawet tam nie dolecę. Panicznie boję się latać i paradoksalnie – każdy kolejny lot w moim życiu ten strach wzmaga. Zawsze wsiadam do samolotu w przeświadczeniu, że to będzie ten pechowy, jeden na miliard, który rozbije się, spłonie, straci silnik, zderzy się z innym, czy po prostu zniknie w przestworzach. Przy najmniejszych turbulencjach ściska mnie w żołądku, a w myślach zaczynam robić rachunek sumienia. Tak, ta przerażona dziewczyna z różańcem w ręku, pytająca wszystkich wokół, czy nie spadamy, to ja. Wśród ofiar mojej paniki znalazła się już pewna starsza pani, dwóch Wietnamczyków, trochę młodsza pani, włoski ksiądz i chłopak z gitarą*. Może być ktokolwiek, byle niech do mnie mówi, a jeśli mamy ginąć, to chociaż w towarzyskiej atmosferze.

* Ja wiem, jak to wygląda. Mnie samej chce się śmiać, gdy widzę, jak kolejna zaczepiona przeze mnie osoba ma wyraźną ochotę na facepalm, ale co zrobić, gdy strach silniejszy od rozsądku. Dlatego wszystkim dotychczasowym współpasażerom dziękuję za słowa otuchy i za to, że nie wyrzuciliście mnie przez okno.

A co, jeśli zabraknie paliwa? No dobra, niby lądujemy w Singapurze na tankowanie, ale to z kolei zwiększa ryzyko katastrofy przy dodatkowym starcie i lądowaniu. Tralala chyba tam zwariuję.

♫ ♫ ♫  Tyle sposobów, by umrzeć, jest tyle sposobów, by umrzeć  ♫ (←klik)

W Australii szczególnie. Jadowite węże, trujące ośmiornice, parzące meduzy, żądne krwi rekiny. A w domach pająki, jaszczurki i latające karaluchy. Z trudem radzę sobie z polskimi kątnikami domowymi, a dobrowolnie wyruszam na starcie z jadowitymi gigantami. Choć w poradniku dla turysty o karaluchach piszą, że ”owady te są zupełnie niegroźne, mają tylko nieprzyjemny wygląd, do którego można się jednak przyzwyczaić”, jakoś nie widzę siebie spokojnie śledzącej przelatującego mi przed nosem karalucha. Pocieszam się tylko faktem, że Australijczycy jakoś z nimi żyją i wyglądają na całkiem zadowolonych. W ostateczności trzeba będzie przeprowadzić jednoosobową akcję ”Pająk i karaluch? Polub ich już dziś!”

Poza tym boję się zwykłych, codziennych rzeczy. Tego, że nie zrozumiem ich akcentu, nie znajdę pracy, że w szkole spotkam samych Chińczyków, a najbardziej, że nie zdążę zobaczyć wszystkiego, co oferuje Australia.