Category

NA POWAŻNIE

Category

literackie propozycje na jesienne wieczoryBrisbane od dwóch dni tonie w deszczu, a prognozy zapowiadają, że nie zmieni się to aż do końca tygodnia. Temperatura w ciągu zaledwie jednej nocy spadła z 35 do 16 stopni, niebo się zachmurzyło i za oknem momentalnie zrobiło się zimno, ponuro i iście październikowo. Choć tutaj trwa już astronomiczna wiosna, mnie ogarnął nastrój polskiej późnej jesieni. A tę, trzeba wiedzieć, od małego darzę najszczerszą miłością. Kocham jesienną nostalgiczną aurę i wszystko, co się z nią wiąże: dogasające powoli promienie słońca w kolorze ciepłego złota, spadające liście za oknem, babie lato, ostatnie wycieczki rowerowe, grzybobranie, czerwony płaszcz, którego od lat nie zamieniam na żaden inny, odgłos deszczu bębniącego o szyby, no i przede wszystkim spadające kasztany, które w dzieciństwie były dla mnie oznaką zbliżających się urodzin. Zbierałam ich cały worek, po czym połowę oddawałam babci, bo wiedziałam, że też je lubi.

dominika sie wymyka tinder

Uwaga. To będzie mocny tekst. Prywatny i szczery. Czytacie na własne ryzyko, bo wiem, że może wzbudzić kontrowersje.

Jak już niektórzy z Was wiedzą − pisałam o tym TU i TU − jednym z głównych powodów mojej wizyty w Australii była chęć odwiedzenia rodziny. Większą jej część widziałam w swoim życiu tylko raz czy dwa, i to w dzieciństwie, ale może właśnie dziecięce wspomnienia mają to do siebie, że są tak intensywne i mocno wyidealizowane.

Bo co zrobić, gdy zaledwie tydzień po przyjeździe okazuje się, że te bajkowe, podkolorowane dziecięcą fantazją wspomnienia są bardzo dalekie od prawdy?

Co zrobić, gdy, zupełnie się tego nie spodziewając, lądujesz pośrodku wieloletniego rodzinnego konfliktu i Twoja wymarzona podróż z dnia na dzień zmienia się w coraz większy koszmar?

pozostać sobą mimo wszystkoJak często rezygnujemy z czegoś, na co mamy ochotę, tylko ze względu na społeczne konwenanse i obawę przed oceną innych? Dlaczego tak rzadko pozwalamy sobie na spontaniczność i swobodę? Wzajemnie sobie wmawiamy, że pewnych rzeczy już nam po prostu nie wypada. Zamykamy się w ścisłych ramach wyznaczanych przez nasz wiek, stanowisko pracy, czy rolę społeczną. I z dnia na dzień szarzejemy, uzależnieni od swojego odbicia w oczach społeczeństwa.

Ale właściwie dlaczego? Czy czyjaś krytyka naprawdę coś zmienia?

Nie jesteśmy zupą pomidorową, żeby nas wszyscy lubili. Bo i tak nigdy nie będą. Zawsze znajdzie się ktoś, komu coś się w nas nie spodoba.

z depresji do szczęściaW Australii żyje się trochę na opak. To kontynent, który odwraca pory dnia, pory roku, ruch na ulicach i ruch na chodnikach. Ale co ciekawe, wywraca też światopogląd.

Kiedy trzy miesiące temu leżałam zapłakana w łóżku, złamana ilością cierpienia, które się na mnie zwaliło, pogrążona w zdiagnozowanej depresji, czująca tylko rozpacz, ból, odrzucenie i wściekłość, nijak nie umiałam wyobrazić sobie jasnej przyszłości. Mój stan był opłakany, a przebywanie w samotności niebezpieczne. Potrzebowałam ciągłej obecności kogoś bliskiego, musiałam czuć, że ktoś przy mnie jest. Męczyłam bliskich zadawanymi setki razy pytaniami bez odpowiedzi i tematami przeanalizowanymi z każdej możliwej strony.

odległość zbliżaObecność i bliskość. Dwie rzeczy, których każdy z nas potrzebuje. Nie da się długo wytrzymać w samotności i nawet jeśli ją sobie cenimy, prędzej czy później zaczynamy szukać kontaktu z innymi. W jakiejkolwiek formie, choćby wirtualnej. To zabawne. Niektórzy panicznie boją się być daleko od bliskich, a ja przez bardzo długi czas zwykłam powtarzać, że nie potrzebuję ludzi do szczęścia. Postrzegałam siebie jako osobę niezależną, a momentami nawet aspołeczną. Bywały okresy, kiedy unikałam towarzystwa. Zaniedbywałam rodzinę, odsuwałam się od znajomych. Na wszelkie wyjazdy jeździłam sama i widziałam w tym mnóstwo zalet. Mogłam zwiedzać tak, jak lubię, bez konieczności dostosowywania się i zmieniania planów. Jasne, czasami żałowałam, że nie mogę przeżywać tych radosnych chwil z kimś bliskim, że doświadczam ich zupełnie sama, a tak fajnie by było móc je dzielić. Ogólnie jednak mocno broniłam się przed uzależnianiem się od innych i nie pozwalałam nikomu zbytnio wpływać na moje decyzje.

Do Australii też przyjechałam z takim właśnie nastawieniem. Nie podejrzewając, że sytuacja, w której się znajdę, każe mi szybko zweryfikować moje podejście.

róża apart naszyjnik prezent necklace

”Nauczyłem się, że niektórzy ludzie są na zawsze, a niektórzy tylko sporadycznie, i że nie mam żadnego wpływu na to, kto będzie na zawsze, a kto od czasu do czasu.” (Ignacy Karpowicz, „Gesty”)

Czasami w życiu bywa tak, że ludzie, na których najbardziej liczymy odchodzą bez słowa, nawet na sekundę nie oglądając się za siebie, a ci, od których nie oczekujemy niczego, zostają przy nas i bez względu na wszystko są, pomagając przetrwać najtrudniejsze chwile. Dzisiaj chcę podziękować osobie, która postanowiła zostać, wbrew wszystkiemu. I choć na początku nie potrafiłam tego docenić, dziś widzę, jak piękne i szczere było to, czego przy Tobie doświadczyłam.

Nauczyłeś mnie, że miłość nie polega na czułych słówkach i deklaracjach, z których przecież można się wycofać, gdy przestanie być lekko i wygodnie, lecz na ciągłej obecności, byciu tu i teraz, na dobre i na złe, gdy jestem nieznośna, egoistyczna, roztrzęsiona, wściekła i do głębi nieszczęśliwa. Gdy jestem w totalnej rozsypce i oczekuję, że znajdziesz magiczne słowa, którymi uleczysz mój ból. Gdy stawiam przed Tobą zadanie, któremu sama bym nie sprostała. Gdy oczekuję niemożliwego. Ty po prostu jesteś. I pokazujesz, że to tylko i aż tyle, ile druga osoba może dać w takiej sytuacji.

nowy rok 2017 blog postanowienia

”Czasami trzeba zmienić wszystko, aby znowu było jak dawniej.”

Rok 2016 nieźle dał mi w kość i żegnałam go z prawdziwą ulgą. Wierzcie mi – nie czułam się tak lekko nawet, gdy straciłam 7 kilo. O północy wydałam donośny okrzyk radości i czym prędzej zrobiłam krok w 2017, żeby przypadkiem żadne straszydło z 2016 nie zdążyło mnie chwycić za fraki i zatrzymać.

Nowy rok, nowa ja, wiadomo, o co chodzi.

Tym razem wyjątkowo odczuwam symbolikę kolejnego rozdziału życia. Już za 20 dni znajdę się w zupełnie innym świecie – nieznanym, trochę przerażającym, ale jednocześnie obiecującym przygodę, słońce i nową energię. Wierzę, że to, co najgorsze już za mną.

Dawno temu, w czasach zupełnie takich jak nasze, żyła sobie dziewczyna o imieniu Niedziela. Wyróżniającą się cechą jej charakteru była nadwrażliwość, z którą radziła sobie w całkiem zwyczajny sposób. Wszystkie emocje porządkowała w pamiętniku, gdzie zaczynały żyć swoim życiem, a jej pozwalały trochę się wyciszyć. Nie rozumiała nigdy, dlaczego ludzie bronią się i uciekają przed swoimi uczuciami, dlaczego wolą je negować. Chciała, żeby jej zeszyt został kiedyś znaleziony i choć na moment wyrwał czytelnika z uczuciowego marazmu. Osobą, która go znalazła, byłam ja. Przeczytajcie ze mną.