Dzisiaj trochę o tym, dlaczego lepiej nie igrać z australijską służbą graniczną oraz co robić, żeby jej się nie narazić.

Australia jest dość hermetyczna, szczególnie gdy chodzi o nowe gatunki szkodników i potencjalne choroby, które turysta mógłby wwieźć na ich kontynent. Bardzo pilnują tego, żeby ich unikalne środowisko, rolnictwo i turystyka nie zostały zdewastowane. To nic, że ich unikalne szkodniki pewnie szybciej zdewastują Ciebie, i tak każdy przekraczający granicę australijską musi zadeklarować do inspekcji wszystkie artykuły żywnościowe, roślinne i pochodzenia zwierzęcego, aby w razie potrzeby je odkazić i unieszkodliwić. Zaś te, które stwarzają ryzyko przeniesienia choroby czy szkodników, są konfiskowane i niszczone przez Australijski Urząd d.s. Kwarantanny i Inspekcji (Australian Quarantine and Inspection Service).

Zanim wylądujemy, musimy wypełnić dokument urzędowy, jakim jest Karta Wjazdowa Pasażera i zadeklarować w niej wszelkie przywiezione produkty żywnościowe, roślinne lub pochodzenia zwierzęcego. Następnie nasz bagaż jest prześwietlany, kontrolowany i sprawdzany przez psy wykrywacze. Brzmi poważnie? To jeszcze nie wszystko.

Spróbuj coś przemycić bez deklaracji, a słono za to zapłacisz!

W przypadku złożenia fałszywej deklaracji lub pominięcia jakiegoś produktu, w momencie przyłapania:
– płacisz natychmiastową grzywnę w wysokości $200
– lądujesz w sądzie, gdzie grozi Ci grzywna w wysokości ponad $60000 oraz pozbawienie wolności do lat dziesięciu.

Wyobrażasz to sobie? Jedziesz na wakacje życia i trafiasz do pierdla za paczkę makaronu, rodzynek czy ziołowej herbatki, których zapomniałeś wyjąć z poprzedniej podróży.

Ja wcale nie zmyślam! Ostatnio ostrzegała mnie przed tym babcia, mieszkająca w Australii już 40 lat, opowiadając, jak to przy którejś kontroli zatrzymali ją na kilka godzin z powodu orzeszków kupionych już w samolocie.

A więc jakie produkty musimy zadeklarować? Lista jest długa – zawiera około stu pozycji. Znajdują się na niej m.in.:

– suszone owoce i warzywa
– produkty nabiałowe zawierające powyżej 10% nabiału
– makaron i ryż błyskawiczny
– zioła i przyprawy
– herbatniki, ciastka i słodycze
– kawa
– herbaty czarne, ziołowe, owocowe
– oscypki (nie wiedzą, co tracą!)
– kiełbasy, salami, wędliny, kaszanka (bez której ciężko mi będzie przeżyć)
– bigos (bez niego też…)
– orzechy, migdały, rodzynki
– produkty pszczelarskie ( w tym miód, wosk pszczeli oraz plastry miodu)
– produkty pochodzące od bananów oraz pamiątki wykonane z liści banana
– wyroby drewniane oraz rzeźby
– pamiątki, maskotki, lalki
– produkty zawierające korę
– dekoracje bożonarodzeniowe, wieńce i ozdoby
– pokarm dla zwierząt domowych

Większość produktów można wwieźć tylko, jeśli posiada się Zezwolenie Importowe (Import Permit), wydane przez Urząd AQIS przed przyjazdem lub jeśli na granicy podda się je płatnemu zabiegowi unieszkodliwiającemu. W przeciwnym wypadku, jeśli zostaną uznane za stwarzające zagrożenie, zostaną skonfiskowane i zniszczone.

Cóż… Zawsze możesz też przechować produkt na lotnisku i zabrać swoje choroby oraz szkodniki z powrotem przy wyjeździe z Australii 🙂

Przykładowe kontrole na YT pod hasłem ”Border Security Australia”. Bawcie się dobrze!